Dywagacje okołokonsumpcyjne.
wtorek, 26 października 2010
Dead Duck. Po chińsku.

Mam cały czas awersję do śmierdzących chińskich knajp i plastykowych talerzyków, o sztućcach nie wspominając. Zapewne wynika to z nienajlepszych doświadczeń żołądkowych w naszym pięknym kraju, ale również, dla porównania, z miłych dla podniebienia chwil spędzonych w jednej z doskonałych chińskich restauracji pod Kolonią gdzie trafiła mi się kaczka pozostająca w mej pamięci jako wzorzec smakowy.

Pewnie bym o niej zapomniał gdyby nie to, że niemalże siłą zostałem zaciągnięty przez współpracowników do baru na rogu Grochowskiej i Terespolskiej w Wawce.

Nieśmiertelne białe plastiki oczywiście były, ale pozostałe elementy - bez zarzutu. Przede wszystkim czysto, miła obsługa, nieźle (jak na bar szybkiej obsługi) podane, a i ceny zdecydowanie interesujące. W moim wypadku 16 zł za kaczkę na goracym półmisku, do tego ryż i sałatka.

Prezentacja:

kaczka grochowska

Ostatnio miałem równiez okazję skosztować tam także krewetek w panierce na gorącym półmisku. Przyznam, ze również były niczego sobie.

Generalnie - można tam uderzać zdecydowanie w poszukiwaniu smacznego lunchu.

P.S. W zadzie nie wiem czy za tytuł wpisu już mam się kajać i zacząć przepraszać? A może pościgać adminów bloxowych, że na mnie donieśli? Zostanę wtedy ofiarą systemu. Czy coś.

Tagi: lunch
12:39, pennepesto , orientalne
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 września 2010
Orientalnie, na szybko i z klasą.

Wspomniana niedawno przeze mnie zmiana usadowienia korpobiura umożliwiła mi nowe badania kulinarne w okolicach Pragi Południe. Na pierwszy rzut poszło dzisiaj w kierunkach orientalnych.

Knajpy z chińszczyzną czy wietnamszczyzną lub dowolną inną szczyzną zwykle kojarzą mi się z lekko zasyfiałym barakiem, w którym w małej kuchni podającej zapachem niezachęcającym uwijają się dwie osoby nad parującymi wokami. Do tego zdeka obsyfiałe plastikowe talerzyki i obowiązkowe białe sztućce. Często się zdarza, że jedzenie jest smaczne, choć zdarzają się i dramaty po których pół firmy bierze wolne.

Na drugim końcu są oczywiście tradycjne knajpy z orientalnym żarciem w których jest miło, pachnąco i drogo. Ale to nie dzisiaj i nie dla mnie. Dzisiaj potrzeba mi szybkiego lunchu, który zapewni mojemu organizmowi odpowiednią dawkę energii.

Wybór padł na sieciówkę Noodle w Pudle a dokładnie na jedną z ich miniknajpek przy Grochowskiej 304. Przede wszystkim jest czysto, żarcie podają w zgrabnych kartonikach a do tego drewniane pałeczki. Dla niekumających ich obsługi jest widelec. Z kolorowego plastiku - a co nie żadne obrzydliwe białe świństwo.

Do wyboru mamy jedno z 6 klasycznych dań - makaron jakiś z czymś konktretnym (np wieprzowiną) plus dodatki. Dla osób o wyzszym stopniu wtajemniczenia jest możliwość samodzielnego wyboru składników. Po szczegóły odsyłam na http://www.noodlewpudle.com/.

Dzisiaj wybrałem zestaw tradycyjny pod dźwięcznie brzmiącą nazwą Singapore Sky, a w nim sos kokosowy, noodle pszenne, świeże krewetki, brokuły i papryka.

nuudle

Samo danie nie rzuca na kolana i nie błaga o więcej, tym bardziej, że jako fan krewetek wolałbym ich zobaczyć cały karton, ale niewątpliwie w ramach szybkiego lunchu w stylu orientalnym - sprawdza się znakomicie.

Próbowałem ostatnio też wersję Tokyo Traffic z wołowiną i przyznaję, że mięcho jest świetne - ale oczywiście jest go tyle co kot napłakał.

Btw Fotkę zrobiłem moim pięknym nowym ajfąnem cztyry - trzeba przyznać, że jest różnica w obrazie, tej głębi ostrości, jakości w porównaniu z moim wysłużonym 3G. Hehehhehhe. ;-)

Tagi: lunch
14:50, pennepesto , orientalne
Link Dodaj komentarz »