Dywagacje okołokonsumpcyjne.
poniedziałek, 19 października 2009
Hetman bije piona czy jakoś tak.

Zmiana korpo, o której kilka słów znalazło się w notce Lucky Victim Of Circumstances, spowodowała, że po kilkumiesięcznej przerwie znowu zacząłem podróżować na wschód. Nie jest to jednak Moskwa, która jakoś wyjątkowo przypadła mi do gustu, lecz Kijów, który również jest niczego sobie.

Z radością odkryłem, że w Kijowie jest jedna z moich ulubionych knajp, w której zasmakować można w stekach przeróżnej maści. Niestety. Lokalizacja owej steczarni znajduje się dość daleko od miejsca mojego funkcjonowania na tamtym lekko zabitym dechami obszarze. Biorąc pod uwagę czas spędzony w biurze na naradach i innych prezentacjach oraz uwentualne wieczorne miniszaleństwa możliwym było jedynie wskoczenie do jednej z knajpek w okolicach Placu Kontraktowego, na którym, jak sama nazwa wskazuje można było uskutecznić kiedyś jakiegoś "deala" handlowego. Obecnie to miejsce raczej o charakterze rozrywkowym niż biznesowym, a brak wysokiej zabudowy i bliskość Dniepru dodaje okolicy niewątpliwego uroku.

Kierując się od Placu Kontraktowego w stronę centrum i przechodząc obok pomnika Hetmana Iwana Mazepy obowiązkowo należy przejść ulicą Piotra Sahajdacznego (hetmana - a jakże). Generalnie Hetmanów Ci tu dostatek wraz z najlepiej nam znanym hetmanem Chmielnickim Bohdanem, który również posiada swój piekny i całkiem wypasiony pomnik.

Na wspomnianej wyżej ulicy znajduje się średniej wielkości knajpa zwana Oliva i możliwe, że będzie to częstsze miejsce moich wizyt konsumpcyjnych, nie tylko ze względu na bardzo przyzwoite żarcie, ale także darmowe wi-fi  :)

Postanowiłem specjalnie nie kombinować i zamówiłem browar. Z przyjemnością dorwałem się do podanego mi Hoegardeen'a, którego zakup w Polsce graniczy z cudem (oczywiscie nie licząc Bomi czy sklepów Mini Europa w których butelka 0,33 kosztuje coś koło 8 zł - no comments)

hoegardeen

Dalej zaatakowałem, absolutnie rewelacyjny krem z łososia. Tak, kapcie mi spadły z wrażenia.

losos krem

Wstępnie zaspokojony konsumpcyjnie przechodzę płynnie do 2 dania, czyli Mix mięs grillowy, skłądający się z wieprzowiny, wołowiny i piersi kurczaka - całość uzupełniają warzywa z grilla.

W tym miejscu powinna być fota talerza z mięchem - ale gdzieś mi fotkę wcięło.

Samo mięsko przygotowane poprawnie, bez fajerwerków. Dobrze i smacznie. Całość wraz z browarem kosztowała 130 hrywien co daje jakieś 50 zł, więc przyzwoicie.

Jako, że przebywałem w Kijowie nieco ponad 2 dni, to miałem okazję ustrzelić bardzo przyzwoitą konsumpcję właśnie dwa razy.

Również niedaleko Placu Kontraktowego, przy ulicy Horiwa (chyba tak to się pisze) znajduje się knajpa o charakterze wybitnie ukraińskim. Tam właśnie zaserwowałem sobie bardziej miejscowy zestaw konsupcyjny:

Piwo białe.

piwo biale

Zupa rybna.

zupa rybna

Oraz gałuszki, czyli coś w rodzaju niepozaklejanych pierogów z mięsem w rosole.

galuszki

Piwo smakowało jak piwo, a jego cechą charakterystyczną jest to, że jest nieklarowane. Zupa rybna dobra - ale nie rzuciła mnie na kolana. Mojego podniebienia również nie. Natomiast gałuszki to klasa sama dla siebie. Danie wydaje się proste jak budowa piona w szachach bijącego bejsoblem hetmana, a jednak miało coś w sobie co spowodowało, że będę je długo pamiętał.

Poza tym cena za powyższe wyniosła około 80 hrywien czyli około 30 zł za co mój portfel był mi niewątpliwie wdzięczny.

Za miesiąc kolejny wyjazd do Kijowa i bedzie to czas podejmowania niezwykle trudnych wyzwań konsumpcyjnych. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Tagi: wyprawy
16:18, pennepesto , ukraińskie
Link Dodaj komentarz »