Dywagacje okołokonsumpcyjne.
środa, 12 sierpnia 2009
Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji.

Miałem okazję przebywać niedawno w dziczy. Plan wypoczynku w głuszy kształtował się następująco: spacer, konsumpcja, leżenie bykiem, moczenie nóg oraz inne przyjemności, o których wspominać nie wypada. Zasadniczo koncepcja sama z siebie była słuszna, lecz jak się okazało przebywanie w owej dziczy, czyli w Sopocie na dłuższą metę może spowodować ataki śmiechu, bóle brzucha i inne nieprzyjemności jeżeli nie zachowuje się odpowiedniej odległości od "cuuuddooownneeeeggoo" miejsca zwanego popularnie Monciakiem.

Tak więc, zachowując dystans można spokojnie udać się na poszukiwanie knajpy zapewniającej odpowiedni klimat, konsumpcję i generującej ogólne zadowolenie z życia. To trudne zadanie uwieńczone zostało sukcesem dzięki odkryciu "Tawerny Hiszpańskiej" (ul. 3 Maja 7).

Szczerze mówiąc, to nie wiem, co hiszpańskiego w sobie, oprócz tajemnych nazw w menu, ma ów przybytek. Choć o ile pamiętam swój wyjazd w okolice Barcelony to ciężko określić, która z knajp miała charakter typowo hiszpański i co to w ogóle oznacza. Poza tym mogłem być wtedy lekko zamroczony i nie dostrzegałem ważnych szczegółów otoczenia, nie licząc niewątpliwie oryginalnej architektury zaprojektowanej przez Antonio Gaudiego. Zamroczenie wynikało z dwóch powodów: były wakacje, a ja uczyłem się do przeniesionego na wrzesień egzaminu z finansów (dramat, ale zdałem), a w przerwach pomiędzy czytaniem i rozwiązywaniem pasjonujących zadań zajmowałem się alkoholami etylowymi różnej maści najczęściej o mocy około 40%.

Wracając jednak do konsumpcji skupmy się na czymś zdatnym do jedzenia. Tadam! Stek hiszpański.

Stek hiszpania

Zdrowo wyglądajacy, słusznej wielkości stek podawany jest na niedużej patelni, w otoczeniu grillowanych warzyw i pieczarek. Dodatkowo otrzymujemy sałatkę oraz pieczone ćwiartki ziemniaków. Całość (o ile dobrze pamiętam) - 48 zl.

Trzeba przyznać, że danie było znakomite w smaku. Co prawda, lubię jak ktoś się mnie pyta czy chce stek mniej lub bardziej wysmażony - ale nie bedę się napinał - bo był dokładnie taki jak lubię :)

Niewątpliwie będąc w Sopocie warto skręcić i przejść się nieco dalej od Monciaka i spróbować czegoś lepszego niż kiepsko przygotowana ryba z tragicznymi frytkami.