Dywagacje okołokonsumpcyjne.
piątek, 22 stycznia 2010
Japoński lanczyk.

Niezbyt często ostatnio, ale jednak zdarza mi się skoczyć coś posuszyć. Jak już wspominałem wcześniej doskonałym miejscem na lanczyk japoński jest Moskwa gdzie można uraczyć się małym co nieco w następującej postaci:

sushi moscow

lub też skoczyć do Kijowa gdzie taki wynalazek można trafić:

sushi kiev

I prawdę mówiąc wszędzie smakuje podobnie. NIe ma znaczenia gdzie się pojedzie, przyzwoicie przygotowane sushi smakuje tak samo.

Przynajmniej teoretycznie i przynajmniej wtedy gdy mówimy o szybkim żarciu a nie wypasionej jaopońskiej kolacji na której serwowane są wypasione wynalazki. Nie, teraz mówimy o nieduzym daniu mającym zaspokoić wstępny głód w sposób minimalnie wyszukany.

Kiedyś wpadałem do 77Sushi na Żelaznej w Wawie. Ale ostatnio postanowiłem obadać w miarę świeżą knajpę na Wiatraku (Rondo Wiatraczna) o wdzięcznej nazwie Satori.

Oczywiście looknięcie na menu:

satori menu

Wybór Padł na nieskomplikowany zestaw lunchowy składający się z miso i zestawu. Dodatkowo w ruch poszła mineralna i hebrata.

miso satori

satori lunch

Nie komplikując tej notki specjalnie było nieźle. Cena za lunch około 30 zł i całkiem przyzwoicie smakowało. Pamiętać należy, że to lancz więc nie ma się co napinać z poszukiwaniem wyszukanego smaku.

Tagi: lunch
11:02, pennepesto , japońskie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 września 2009
Krewki Zenon.

Ostatnio po dłuższej przerwie znowu wcinam owoce morza. Różne. W przeciwieństwie do tego co opisane zostało w notce Nie lubię gotować - zaczyna być standardem, że w weekend osobiście, tymi ręcami, wrzucam na patelnię jakieś mule, krewetki, kalmary i inne morskie wynalazki.

Idąc za ciosem, również dania lanczowe posiadły niezwykłą umiejętność przekształcania się z kotleta schabowego z frytkami w ryż z krewetkami. (Rachunki też się dziwnie przekształciły w jakieś wyższe, ku niezadowoleniu mojego portfela.) Tak oto wskoczyłem do dawno nie odwiedzanej Soho77 na Siennej w Waffce, gdzie zapodałem sobie następujący wynalazek:

ryz 77

Danie zawierające: ryż, krewetki, warzywa i dodatki nieokreślone jest smaczne, zdrowe i pożywne (choć w zasadzie najważniejsze jest to pierwsze huehue). Niestety jak na coś co  konsumowane jest w godzinach lanczowych - 35 zeta plus jakieś 7 zl za napitek to nieco za dużo. Nic to. Raz się żyje. A dzisiaj i tak zjem kotleta ;-)

Tagi: lunch
12:08, pennepesto , japońskie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 lipca 2009
Napiwek albo śmierć.

O świcie 1 stycznia tego roku, będąc na lekkim - no dobra niech będzie, że sporym - kacu zapisałem sobie 3 postanowienia na rok 2009. Jednym z nich był wyjazd do Nowego Jorku na zakupy. Nie przykładam zwykle wagi do postalkoholowych postanowień, bo przypomina mi to czasami słynne licealne leżenie z głową w muszli klozetowej i oddając z siebie wszystko co było można i obiecywanie sobie: Nie będę więcej pił tego czy tamtego (każdy może tu wpisać dowolny trunek lub ich zestaw).

Nie da się jednak ukryć, że dzięki zbiegowi okoliczności w maju spędziłem 10 dni w Nowym Jorku zajmując się głównie zwiedzaniem, zakupami, jedzeniem i chłonięciem atmosfery miasta, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Jako miłośnik konsumpcji wszelakiej starałem się urozmaicać codziennie menu, którego zwieńczeniem było sushi serwowane w Aoki Restaurant na 48 ulicy tuż przy Times Square.

sushi nyc

Jak to zwykle bywa w knajpach japońskich, samo danie nie jest zbyt okazałe (mówię o ilości - nie o wyglądzie), lecz biorąc pod uwagę zupę miso na początek i tradycyjną niewielką sałatkę, można być pewnym, że brzuszek po konsumpcji nie będzie domagał się dodatkowych wydatków. Skoro już mowa o finansach, to aby ustrzelić takie danie należy przygotować się na wydatek ok 20 dolców. Teoretycznie.

Tak. Teoretycznie, ponieważ cena, która znajduje się w menu w restauracji lub na stronie www ma się jak pięść do oka w zderzeniu z brutalną nowojorską rzeczywistością podatkowo-napiwkową.

Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że każdy stan w USA ma swój własny podatek od rożnego rodzaju towarów lub usług. W Nowym Jorku trzeba się liczyć kwotą dodatkową w wysokości prawie 15% więcej na rachunku, gdyż tyle właśnie wynosi tu danina stanowa.

Ponadto, znajomy, którego poznałem w USA, Polak mieszkający od kilkunastu lat w Los Angeles, wyjaśnił mi, że w knajpach ludzie zarabiają średnio 1 do 3 dolarów na godzinę. Powiedzmy sobie szczerze - to nie jest kasa pozwalająca się utrzymać. Wszyscy o tym wiedzą, a co za tym idzie, zostawianie sutych napiwków jest sprawą całkowicie normalną. Procentowo wygląda to tak, że jeżeli jest się zadowolonym z konsumpcji napiwek w wysokości 30-35% rachunku to standard. Poniżej 20% oznacza, że jedzienie nie smakowało lub obsługa była kiepska.

Wracając do cen i płatności. Zakładając, że wszystko było spoko, kelnerzy biegali wokół jak w ukropie,  a jedzenie ujęło smakiem i aromatem to łatwo policzyć, że dodając podatek i napiwek powinno się zapłacić dodatkowo 50% tego co znajduje się na liście w menu. W moim przypadku - nie 20 a 30 dolarów.

Warto o tym pamiętać jadąc do Nowego Jorku - brak odpowiedniego napiwku może nas narazić przy ponownej wizycie w tym samym miejscu na jakąś niespodziankę w żarciu. ;-)

 
1 , 2