Dywagacje okołokonsumpcyjne.
piątek, 10 września 2010
Prasko-grecki kebsik z barana.

Mam słabość do kebsa pod Bajką. Mam też słabość do całodobowego kebsa na Krakowskim Przedmieściu między Uniwerkiem a pomnikiem Miszcza Astronomii Wszelakiej, znanego szerzej jako Kopernik.  Mikołaj zresztą. Oba miejsca jednoznacznie przypominają mi się jako obowiązkowy przystanek konsumpcyjny do nieodżałowanego klubu Kopalnia lub poranny powrót z owego przybytku diskomroku.

Dla niezorientowanych Kopalnia znajdowała się w piwnicach budynku tuż przy ambasadzie belgijskiej na poczatku Senatorskiej. Kilka lat temu było to jedyne sensowne miejsce zabaw towarzyskich w klimatach mroczno-gotycko-industrialnych. Z tego co pamiętam nie działało do końca legalnie, miało problemy z koncesją na alkohol i została oczywiscie po jakimś czasie zamknięte. Niemniej jednak, klimat był niezapomniany a sentyment pozostał.

Wracając do opowieści kebsowych, dzisiaj w ramach penetracji knajp w okolicach korpo padło na prześlicznej urody miejsce o wdzięcznej nazwie Atena. (Róg Grochowskiej i Terespolskiej)

atena

Jak widać na załączonej rycinie nie jest to knajpa do której mozna udać się na romantyczną kolację, natomiast wpaść na chwilę w celach zapchania brzucha jest jak najbardziej wskazane. Za niezbyt wygórowaną kwotę 17 złotych polskich otrzymujemy przyzwoitą dawkę baraniny, tyż i sałatkę. Ogólnie prezentuje się to następująco:

atena kebs

Nie rzuca jakoś specjalnie na kolana. Znowu jest plastikowy obrzydliwy widelec - ale talerz jest taki jak być powinien, czyli ceramiczny., a to co na nim zdecydowanie nadaje się do konsumpcji.

Tagi: lunch
13:48, pennepesto , międzynarodowe
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 września 2010
Orientalnie, na szybko i z klasą.

Wspomniana niedawno przeze mnie zmiana usadowienia korpobiura umożliwiła mi nowe badania kulinarne w okolicach Pragi Południe. Na pierwszy rzut poszło dzisiaj w kierunkach orientalnych.

Knajpy z chińszczyzną czy wietnamszczyzną lub dowolną inną szczyzną zwykle kojarzą mi się z lekko zasyfiałym barakiem, w którym w małej kuchni podającej zapachem niezachęcającym uwijają się dwie osoby nad parującymi wokami. Do tego zdeka obsyfiałe plastikowe talerzyki i obowiązkowe białe sztućce. Często się zdarza, że jedzenie jest smaczne, choć zdarzają się i dramaty po których pół firmy bierze wolne.

Na drugim końcu są oczywiście tradycjne knajpy z orientalnym żarciem w których jest miło, pachnąco i drogo. Ale to nie dzisiaj i nie dla mnie. Dzisiaj potrzeba mi szybkiego lunchu, który zapewni mojemu organizmowi odpowiednią dawkę energii.

Wybór padł na sieciówkę Noodle w Pudle a dokładnie na jedną z ich miniknajpek przy Grochowskiej 304. Przede wszystkim jest czysto, żarcie podają w zgrabnych kartonikach a do tego drewniane pałeczki. Dla niekumających ich obsługi jest widelec. Z kolorowego plastiku - a co nie żadne obrzydliwe białe świństwo.

Do wyboru mamy jedno z 6 klasycznych dań - makaron jakiś z czymś konktretnym (np wieprzowiną) plus dodatki. Dla osób o wyzszym stopniu wtajemniczenia jest możliwość samodzielnego wyboru składników. Po szczegóły odsyłam na http://www.noodlewpudle.com/.

Dzisiaj wybrałem zestaw tradycyjny pod dźwięcznie brzmiącą nazwą Singapore Sky, a w nim sos kokosowy, noodle pszenne, świeże krewetki, brokuły i papryka.

nuudle

Samo danie nie rzuca na kolana i nie błaga o więcej, tym bardziej, że jako fan krewetek wolałbym ich zobaczyć cały karton, ale niewątpliwie w ramach szybkiego lunchu w stylu orientalnym - sprawdza się znakomicie.

Próbowałem ostatnio też wersję Tokyo Traffic z wołowiną i przyznaję, że mięcho jest świetne - ale oczywiście jest go tyle co kot napłakał.

Btw Fotkę zrobiłem moim pięknym nowym ajfąnem cztyry - trzeba przyznać, że jest różnica w obrazie, tej głębi ostrości, jakości w porównaniu z moim wysłużonym 3G. Hehehhehhe. ;-)

Tagi: lunch
14:50, pennepesto , orientalne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 sierpnia 2010
OMG! Part III - Kurciak.

Od jutra znowu zasuwam do pracy. Ma to tego plusa, że korpo zmieniło siedzibę, a co za tym idzie jest opcja rozejrzenia się tu i tam po warszawskiej Pradze i małej. lanczowej konsumpcji w knajpach w których jeszcze nie byłem.

Zanim to jednak nastąpi pozwolę sobie dorzucić kolejne małe co nieco do kulinarnego szaleństwa. Tradycyjny leń nie pozwala na spędzanie czasu przy garach dłużej niż to konieczne więc tym razem obiad w 15 minut. Jakby się uprzeć to może i 12 - bo tyle właśnie gotuje się ryż ale potrzebne są jeszcze 3 minuty na przygotowanie składników. Do wspomnianego ryżu  dodam tym razem kurczaka (oczywiście z czosnkiem) oraz marchewkę z groszkiem. Jakieś warzywo musi być czasami.

Do dzieła.

Zacząć oczywiście należy od polania sobie lampki wina - tego samego, portugalskiego co ostatnio, bo sporo jeszcze zostało w butelce. Po rozkosznej chwili uniesienia, z odrobiną alkoholu we krwi przystępuję do wrzucenia wszystkiego jednocześnie na kuchnię:

1. Kurczak pokrojony w paski, kostki, whatever ląduje wraz czosnkiem i odrobiną oleju na patelni.

2. Ryż wskakuje do wody.

3. Mrożona marchewka z groszkiem wpada do garka z odrobiną masła i gotuje się na wolnym ogniu. W skali 1-6 na kuchni - odpalone mam 3.

Całość wygląda mocno multitaskingowo. (Piękne słowo)

dom kurczak skladniki

Prawdę mówiąc, zająć należy się głównie kurczakiem i nieco poprzypiekać go z każdej strony. Marchewka się odmraża i czasami, kontrolnie można ją przemieszać.

Jak kurczak poczuje się całkiem dobrze - dolewam mu nieco wody - niech udaje że się dusi.

dom kurczak duszenie

A na poważnie to daję sobie czas na zajęcie się marchewką, która otrzymuje tajemne zioło. Nie wolno zapomnieć o łyku wina! Albo dwóch.

dom kurczak marchewka

Po zamieszaniu - marchwka jest gotowa do konsumpcji. Ryż także ląduje na talerzu.

Ponieważ woda wyparowała z patelni z kurczakiem - czas na finał - dorzucam tajny składnik3 i tajny składnik4. (Korma i Garam Masala - dostałem za zakupy we frisco) Nie wiem czy owe tajne składniki się do czego nadają więc na wszelki wypadek dorzucam jeden i drugi.

dom kurczak przyprawy

Chwila podsmażania i gotowe.

dom kurczak finito

I nawet daje radę. A co najważniejsze - gotowanie zajęło 15 minut.

Tylko gary się same nie umyją.

10:32, pennepesto , w domu
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15