Dywagacje okołokonsumpcyjne.
wtorek, 26 października 2010
Dead Duck. Po chińsku.

Mam cały czas awersję do śmierdzących chińskich knajp i plastykowych talerzyków, o sztućcach nie wspominając. Zapewne wynika to z nienajlepszych doświadczeń żołądkowych w naszym pięknym kraju, ale również, dla porównania, z miłych dla podniebienia chwil spędzonych w jednej z doskonałych chińskich restauracji pod Kolonią gdzie trafiła mi się kaczka pozostająca w mej pamięci jako wzorzec smakowy.

Pewnie bym o niej zapomniał gdyby nie to, że niemalże siłą zostałem zaciągnięty przez współpracowników do baru na rogu Grochowskiej i Terespolskiej w Wawce.

Nieśmiertelne białe plastiki oczywiście były, ale pozostałe elementy - bez zarzutu. Przede wszystkim czysto, miła obsługa, nieźle (jak na bar szybkiej obsługi) podane, a i ceny zdecydowanie interesujące. W moim wypadku 16 zł za kaczkę na goracym półmisku, do tego ryż i sałatka.

Prezentacja:

kaczka grochowska

Ostatnio miałem równiez okazję skosztować tam także krewetek w panierce na gorącym półmisku. Przyznam, ze również były niczego sobie.

Generalnie - można tam uderzać zdecydowanie w poszukiwaniu smacznego lunchu.

P.S. W zadzie nie wiem czy za tytuł wpisu już mam się kajać i zacząć przepraszać? A może pościgać adminów bloxowych, że na mnie donieśli? Zostanę wtedy ofiarą systemu. Czy coś.

Tagi: lunch
12:39, pennepesto , orientalne
Link Komentarze (2) »