Dywagacje okołokonsumpcyjne.
niedziela, 26 września 2010
Cardhu. Whisky. Speyside rządzi.

Z okazji spotkania rodzinnego tradycyjnie wystawiłem na pokład butelkę whisky. A nawet dwie. Wraz z moim Ojcem porównywaliśmy walory smakowe opisywanego już wcześniej McClelland'sa i świeżo zakupionego Cardhu.

whisky cardhu

Zasadniczo słuchy mówią, że single malty z północnowschodniej części Szkocji zwanej Speyside, są łagodniejsze i przyjemniejsze dla podniebiebia. Oczywiście związana jest z tym również destylacja, woda, miejsce, w sensie beczek w jakich alkohol jest przechowywany i pewnie pierdyliard innych elementów o których jako laik nie mam pomarańczowego pojęcia, a wpływających na smak, zapach i walory poranno-kacowe.

Poza tym, nie da się ukryć że ważna jest też różnica w cenie. McClelland's kosztuje na bezcłówce 15 euro a Cardhu jakieś 50. I to się czuje.

Cardhu jest zdecydowanie delikatniejszym, delikatnie rozgrzewającym trzewia, doskonałym alkoholem do popołudniowo-wieczornego posiedzenia przy dobrym filmie lub w doskonałym towarzystwie rozmawiając o niczym.

Gdzieś wyczytałem, że Cardhu jest single maltem dla kobiet. Może i tak. Ale ja tam takie wyskacze lubię.

 

10:18, pennepesto , whisky
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 września 2010
Penne Pesto. Klasyk po domowemu.

Mieszkałem kiedyś rzut niewielkim oszczepem od restauracji Vapiano. Podają oni wzrocowe penne z sosem pesto o którym pisałem w jednej z wcześniejszych notek. Teraz mam tam zdecydowanie zbyt daleko, dlatego nie pozostaje nic innego jak przejść do domowego przygotowania Penne z sosem Pesto bazyliowym z odrobiną parmezanu. 

Oczywiście zaczynamy od zebrania odpowiednich składników. Bez wina nie ma opcji gotowania. Wybieram ponownie portugalskie. Poza tym nie mam pod ręką parmezanu więc starłem nieco sera żółtego królewskiego. Do tego pieczarki i pesto w małym słoiczku. Praktycznie będzie potrzebne pół słoika - więc mam zapas na następny raz.

dom pesto skladniki

Początek bezkombinacyjny - masło i pieczarki. W sumie nie wiem po co pieczarki ale jakoś się ostatnio przyzwyczaiłem do tego, że dokładam je do każdego dania. Sorry. No bonus.

dom pesto grzyby

W międzyczasie oczywiście gotuje się już makaron penne. Więc jest jakieś 12 minut na przygotownie reszty - co akurat nie jest zbyt skomplikowane.

Dorzucam nieco ... wody ... niech się chłopaki nieco podduszą a ja mam czas na kolejną lampkę wina.

Ziew.

Po kilku minutach woda z pieczarek wyparowała - penne już prawie dochodzi do siebie - więc czas wrzucić pesto. Odpalam słoik i ładuję jego połowę na patelnię.

dom pesto pesto

W powietrzu unosi się zapach bazylii - małe zamieszanie - i zmiejszenie gazu na jedynkę. trzeba zająć się wreszcie makaronem. Powiedziałbym odcedzić makaron - ale zbyt przypomina mi to odcedzić kartofelki co ma swoje dość hmmm skomplikowane znaczenie.

Dobra. Knuję z makaronem.

dom pesto makaron

I wrzucam na patelnię razem całą resztą towarzystwa podkręcając gaz na maksa.

dom pesto patelnia

Minuta mieszania i sru na talerz. Dodać należy parmezanu - znaczy startego sera żółtego - i danie gotowe. 12 minut, no może 13 i po zawodach. Dolewam nieco wina do kieliszka i przystępuję do konsumpcji.

dom pesto final

W tym momencie czuję się mistrzem świata i wszechgalaktyk. Jednak w Vapiano chyba robią to minimalnie lepiej. Może to przez orzeszki piniowe? cholera ich wie. Mimo wszystko domowa wersja jest miodna. A im więcej wina wypitego jest w trakcji przygotowywania - tym miodna jest bardziej.

 

18:14, pennepesto , w domu
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 września 2010
Prasko-grecki kebsik z barana.

Mam słabość do kebsa pod Bajką. Mam też słabość do całodobowego kebsa na Krakowskim Przedmieściu między Uniwerkiem a pomnikiem Miszcza Astronomii Wszelakiej, znanego szerzej jako Kopernik.  Mikołaj zresztą. Oba miejsca jednoznacznie przypominają mi się jako obowiązkowy przystanek konsumpcyjny do nieodżałowanego klubu Kopalnia lub poranny powrót z owego przybytku diskomroku.

Dla niezorientowanych Kopalnia znajdowała się w piwnicach budynku tuż przy ambasadzie belgijskiej na poczatku Senatorskiej. Kilka lat temu było to jedyne sensowne miejsce zabaw towarzyskich w klimatach mroczno-gotycko-industrialnych. Z tego co pamiętam nie działało do końca legalnie, miało problemy z koncesją na alkohol i została oczywiscie po jakimś czasie zamknięte. Niemniej jednak, klimat był niezapomniany a sentyment pozostał.

Wracając do opowieści kebsowych, dzisiaj w ramach penetracji knajp w okolicach korpo padło na prześlicznej urody miejsce o wdzięcznej nazwie Atena. (Róg Grochowskiej i Terespolskiej)

atena

Jak widać na załączonej rycinie nie jest to knajpa do której mozna udać się na romantyczną kolację, natomiast wpaść na chwilę w celach zapchania brzucha jest jak najbardziej wskazane. Za niezbyt wygórowaną kwotę 17 złotych polskich otrzymujemy przyzwoitą dawkę baraniny, tyż i sałatkę. Ogólnie prezentuje się to następująco:

atena kebs

Nie rzuca jakoś specjalnie na kolana. Znowu jest plastikowy obrzydliwy widelec - ale talerz jest taki jak być powinien, czyli ceramiczny., a to co na nim zdecydowanie nadaje się do konsumpcji.

Tagi: lunch
13:48, pennepesto , międzynarodowe
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2