Dywagacje okołokonsumpcyjne.
piątek, 30 lipca 2010
Farewell to steak.

No i się skończyło. Finito. Null. Generalnie klapa. Zarządzam przerwę miesięczną w konsumpcji ciężkich mięs wszelakich. Przechodzę na dietę lekkostrawną i w ogóle czas na zmianę kuchni bo ten blog zacznie mieć coraz mniej wspólnego z tytułowymi daniami typu Penne Pesto.

I nie żebym tak sam z siebie na to wpadł. Co to, to nie. Normalnie zwyczajnie dokonałem operacji wycięcia pęcherzyka żółciowego, a to oznacza nie mniej ni więcej a rezygnację ze wszystkiego co ciężkostrawne.

Hmm, no ale żeby nie było tak całkiem smutno to na koniec serii steakowej kilka słów o 2 miejscach w Wawie, które niedawno odkryłem.

Pierwsze z nich znalazłem przez Gastronautów - Grill House Asado na Kredytowej 4.  Usłyszałem kilka ochów i achów na temat tej niewielkiej knajpy, a w szczególności historie o steakach z argentyńskiej wołowiny, więc postanowiłem tam wstąpić. Raz wpadłem kontrolnie w ciągu dnia koło 16 to dowiedziałem, że na steki trzeba przyjść od 18. Niedawno wstąpiłem tam około 19tej (wracając z Zachęty - a jak, odchamiam się czasami - kontrolnie, wraz z Młodą Damą) - tym razem znudzona życiem kelnerka powiedziała mi, że nie wie kiedy będzie kucharz i może później przyjdzie i coś zrobi. Generalnie szlag mnie trafił i powiedziałem sobie, że mam ich kompletnie w nosie i nie zamierzam tam wracać. Mówiąc krótko - dupa blada - ale wkurzam się jak knajpa niemalże robi mi łachę, że w niej coś ewentualnie podadzą do jedzenia i niewiadomych porach. Kij im w oko.

Niedalej jednak jak kilka tygodni temu przechadzając się z Pewnym Młodym Gentlemanem po Wawce i zwiedzając wszystkie dostępne Smyki w poszukiwaniu kolejnej figurki do kolekcji Ben10 usiedliśmy, nieco przypadkiem, na Brackiej w Magazynie Butelek.

No skoro już usiedliśmy to wypadało rzucić okiem na menu.

magazynmenu

 

Wiele się nie zastanawiając zamówiłem steak i Urquella. O ile browar ten jaki jest każdy wie to nie każdy wie jak wygląda dobry kawał mięcha.

Dla przypomnienia - Filet Mignon z Goodmana.

mignon

 

Skoro już wiadomo jak kształtuje się wzorzec należy porównać powyższe ze stekiem z Magazynu Butelek.

Oto i on:

magazyn steak

Przyznać trzeba, że wygląda całkiem dobrze. Mało tego w smaku również nieczego sobie. Doskonale średnio-wysmażony, delikatny i rozpływający się w ustach - i to jest właśnie to co tygrysy itd. Ze spokojnym sumieniem mogę go polecić wszystkim wielbicielom zdrowego kawałka mięsa.

Zapomniałbym o finansach. Nie pamiętam szczegółów całego rachunku, ale trzeba brać pod uwagę wydatek rzędu 70 zł biorąc pod uwagę że sam steak kosztuje 48.

PS. No dobra mam kilka zaległych fotek steków z Wawy i Wrocka. Jak będzie mnie ssało a i chciaca na kawał mięcha nie odpuści to sobie chociaż notkę nabazgrzę. Chlip. Chlip.

niedziela, 18 lipca 2010
Kac. Olbrzym. Tullamore Dew.

Z bliżej nieznanych mi powodów kompletnie nie rozumiem zachwytów nad irlandzkim whiskaczem znanym jako Tullamore Dew. Między innymi dlatego jakiś czas temu przerzuciłem się na single malty, bo zwyczajnie nie mam po nich kaca. W sumie cholera we co oni tam w tych "blended" dolewają. Olej opałowy? czy coś?

tullamore dew

Nawet ajfą nie raczył złapać ostrości na tym wynalazku. Pewnie z obrzydzenia.

Czuję, że fani zielonej wyspy posypią gromami, ale cóż - nie da się ukryć, że Tullamore nie należy do moich faworytów i należeć nie będzie.

13:15, pennepesto , whisky
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010
McClelland's Speyside.

Odkryłem na ajfą i w kilku innych miejscach całkiem pokaźną kolekcję fotek whiskaczy i innych singlemaltów, którymi miałem okazję się delektować . Poczułem więc wewnetrzną potrzebę podzielenia się nimi wraz krótkimi wstawkami, mniej lub bardziej merytorycznymi na ich temat. Oczywiście dodaję przepiękną nową kategorię - whisky.

Dzisiaj padło na McClelland's Speyside.

McClellands

 

Zasadniczo, zawsze miałem poczucie, że sprawa z single maltami jest prosta. Idzie człowiek do specjalistycznego sklepu - losuje butelkę na oko. Jeżeli kosztuje powyzej 200 zl - flaszka jest spoko. (Rym był niezamierzony) Może nieco inaczej smakuje, może jest czasami ostrzejszy czasami delikatniejszy ale zasadniczo czuje się, że to dobry alkohol.

Tym razem trafiłem na McClelland's - nieco odbiegający od powyższej zasady związanej z kosztami, albowiem flaszka kupiona została w sklepie bezcłowym na lotnisku w Kijowie za cenę 17 euro, co daje na dzisiaj jakieś 80 zl. A to trzeba przyznać bardzo przyzwoita kwota.

Osobiście jestem zwolennikiem whisky o przyjemnym, lekkim smaku z nutą cherry (stąd zwykle kupuję te przechowywane w beczkach po cherry właśnie). McClellands jest, czego się początkowo nie spodziewałem, bardzo delikatny a co za tym idzie pije się go z przyjemnością.

Wyjazd na Ukrainę już za kilka dni - nie omieszkam więc zrobić sobie małego zapasu.

Kilka słów więcej na temat McClellands na ich stronie internetowej - www.mcclellands.co.uk

11:33, pennepesto , whisky
Link Dodaj komentarz »