Dywagacje okołokonsumpcyjne.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Zaginiony stek. Część 2. Wiedeń na wschodzie.

W zasadzie mógłbym poprzestać na tym, że stek z goodmana o którym opowiadałem w poprzedniej notce jest niedoścignionym wzorem i praktycznie nie ma innej opcji, aby poczuć absolutnie bezkonkurencyjny smak rozpływającego się w ustach wołowego (najlepiej) mięsiwa. Postanowiłem jednak, że nie ustanę w dalszych poszukiwaniach.

W Kijowie poszukiwałem też czegoś zupełnie innego. Na małe zlecenie Pewnej Młodej Damy i na potrzeby jej bloga wyszukiwałem wlepek, nalepek, murali, graffiti i innych, podobnych przejawów sztuki ulicy. Jak się okazało, to dużo trudniejsze niż znalezienie przyzwoitej knajpy. Dopiero po jakimś czasie udało się przypadkowo wypatrzeć ze 2 czy 3 wlepki i kilka malowanek na murach. Generalnie bieda. Znajomi obiecali, że kiedyś zabiorą mnie w miejsca gdzie jest tego od cholery - ale póki co to ja się nie piszę na takie wycieczki. Zimno jest jak diabli. Ostatnio podjechałem metrem kijowskim do centrum. Spaceru mi się zachciało. Było z -15 stopni Celsjusza. Ale co tam. Mnie tam zima nie straszna a mróz może mi naskoczyć. Będąc już w miejscowym centrum-centrum czyli na tzw Majdanie Niepodległości pomyślałem iż warto uwiecznić to miejsce kilkoma fotkami. Po zrobieniu 3 zdjęć, słownie trzech - moje zgrzybiałe z mrozu ręce odmówiły posłuszeństwa. Szukałem więc miejsca w którym można się nieco ogrzać i niekoniecznie musiało oznaczać to knajpę.

Zatrzymam się na chwilę, gdyż wtrącić należy iż zbiegom okoliczności nie ma końca i zaczynam dostrzegać, że jestem w tym mistrzem świata. Oto kilka dni temu Pewna Młoda Dama pokazała mi jeden ciuch w jakimś polskim serwisie internetowym. Dokonała również czynności polegającej na telefoniczym kontakcie z fizyczną placówką tegoż własnie sklepu by dowiedzieć się, iż opcji zakupu nie ma i nie wiadomo kiedy będzie.

Ja, w miedzyczasie, pomyślałem, że prezent mógłby to być znakomity z okazji zbliżających się świąt albo ot tak o, aby kupić i sprawić przyjemność. Zbadałem w tym celu zachdnie i inne sklepy internetowe gdzie ową sukienkę (dla porządku była to firma Desigual) można nabyć. Oczywiście zaliczyłem porażkę. Nie kombinując dalej - zapomniałem o sprawie.

Wracając do Kijowa gdzie przemarznięty zasuwałem główną arterią komunikacyjną. Wtem! Przed nosem ukazał mi się nagle wielki napis Desigual. Tak. Natychmiast przeszukany twardy dysk mojego sponiewieranego zimnem mózgu przypomniał sobie o potencjalnym prezencie. Wchodzę więc. Jest 5 minut do zamknięcia. Ciepło. A i sklep po byku. Gdzie szukać? Jak? Ciuchów multum. Zaczepiłem tutejszego specjalistę do spraw sprzedaży (i marketingu z pewnością wszelakiego) i poprosiłem o katalog Wiosna/Lato 2010. Otrzymałem. Pokazałem co mnie interesuje i oczywiście, a jakże inaczej, 2 metry ode mnie wisiała owa katalogowa, kolorowa sukienka w której szyku bedzie zadawać Młoda Dama gdy tylko aura na to pozwoli. Zakup wykonany.

Lekko ocieplony myślą o niespodziance którą sprawię po powrocie, postanowiłem poszukać miejsca które zaspokoi moją wyszukaną potrzebę konsumpcji.

Niedaleko miejscowego biura korpo, w starej części Kijowa, znalazła się nieduża restauracja wykończona w swojskim stylu pod przecudnej urody nazwą - Wiedeńska Knajpa. W środku całość w drewnie, a kelnerki ubrane są w stylu niemiecko-(albo i austriacko)-folklorystycznym. No zasadniczo nuda i pewnie nigdy bym do owej knajpy nie wszedł gdyby nie to, że zasugerował mi ją znajomy twierdząc iż mięsiwo jest przednie. Ten argument, jak zawsze, działa na mnie pobudzająco i wiele się nie namyślając zaproszenie przyjąłem.

Rzut oka na menu.

WienMenu

Szybkie zamówienie składało się przede wszystkim z doskonałego piwa niefitrowanego znanego jako Blanche de Bruxelles, którego niefiltrowanie podreślone zostało szklanką potęgującą doznania mglistości.

blanche de bruxelles

Brakowało niestety klasycznego steka wołowego więc padło na stek wieprzowy z kawałkiem kości.

steak wien

Nie rozpływał się on niestety, i nie był mistrzostwem świata wśród steków. Niemniej jednak dawał radę, był dobrze przygotowany, dobrze przyprawiony i spowodował przyjemne uczucie pełnego brzuszka. Nic specjalnego, ale warto było. Poza tym cena zacałość nie przekroczyła 160 hrywien - czyli około 40 zl. No i z pewnością wrócę tam, bo mam blisko z biura :)