wtorek, 26 października 2010
Dead Duck. Po chińsku.
Mam cały czas awersję do śmierdzących chińskich knajp i plastykowych talerzyków, o sztućcach nie wspominając. Zapewne wynika to z nienajlepszych doświadczeń żołądkowych w naszym pięknym kraju, ale również, dla porównania, z miłych dla podniebienia chwil spędzonych w jednej z doskonałych chińskich restauracji pod Kolonią gdzie trafiła mi się kaczka pozostająca w mej pamięci jako wzorzec smakowy. Pewnie bym o niej zapomniał gdyby nie to, że niemalże siłą zostałem zaciągnięty przez współpracowników do baru na rogu Grochowskiej i Terespolskiej w Wawce. Nieśmiertelne białe plastiki oczywiście były, ale pozostałe elementy - bez zarzutu. Przede wszystkim czysto, miła obsługa, nieźle (jak na bar szybkiej obsługi) podane, a i ceny zdecydowanie interesujące. W moim wypadku 16 zł za kaczkę na goracym półmisku, do tego ryż i sałatka. Prezentacja:
Ostatnio miałem równiez okazję skosztować tam także krewetek w panierce na gorącym półmisku. Przyznam, ze również były niczego sobie. Generalnie - można tam uderzać zdecydowanie w poszukiwaniu smacznego lunchu. P.S. W zadzie nie wiem czy za tytuł wpisu już mam się kajać i zacząć przepraszać? A może pościgać adminów bloxowych, że na mnie donieśli? Zostanę wtedy ofiarą systemu. Czy coś.
niedziela, 26 września 2010
Cardhu. Whisky. Speyside rządzi.
Z okazji spotkania rodzinnego tradycyjnie wystawiłem na pokład butelkę whisky. A nawet dwie. Wraz z moim Ojcem porównywaliśmy walory smakowe opisywanego już wcześniej McClelland'sa i świeżo zakupionego Cardhu.
Zasadniczo słuchy mówią, że single malty z północnowschodniej części Szkocji zwanej Speyside, są łagodniejsze i przyjemniejsze dla podniebiebia. Oczywiście związana jest z tym również destylacja, woda, miejsce, w sensie beczek w jakich alkohol jest przechowywany i pewnie pierdyliard innych elementów o których jako laik nie mam pomarańczowego pojęcia, a wpływających na smak, zapach i walory poranno-kacowe. Poza tym, nie da się ukryć że ważna jest też różnica w cenie. McClelland's kosztuje na bezcłówce 15 euro a Cardhu jakieś 50. I to się czuje. Cardhu jest zdecydowanie delikatniejszym, delikatnie rozgrzewającym trzewia, doskonałym alkoholem do popołudniowo-wieczornego posiedzenia przy dobrym filmie lub w doskonałym towarzystwie rozmawiając o niczym. Gdzieś wyczytałem, że Cardhu jest single maltem dla kobiet. Może i tak. Ale ja tam takie wyskacze lubię.
sobota, 25 września 2010
Penne Pesto. Klasyk po domowemu.
Mieszkałem kiedyś rzut niewielkim oszczepem od restauracji Vapiano. Podają oni wzrocowe penne z sosem pesto o którym pisałem w jednej z wcześniejszych notek. Teraz mam tam zdecydowanie zbyt daleko, dlatego nie pozostaje nic innego jak przejść do domowego przygotowania Penne z sosem Pesto bazyliowym z odrobiną parmezanu.
Początek bezkombinacyjny - masło i pieczarki. W sumie nie wiem po co pieczarki ale jakoś się ostatnio przyzwyczaiłem do tego, że dokładam je do każdego dania. Sorry. No bonus.
W międzyczasie oczywiście gotuje się już makaron penne. Więc jest jakieś 12 minut na przygotownie reszty - co akurat nie jest zbyt skomplikowane. Dorzucam nieco ... wody ... niech się chłopaki nieco podduszą a ja mam czas na kolejną lampkę wina. Ziew. Po kilku minutach woda z pieczarek wyparowała - penne już prawie dochodzi do siebie - więc czas wrzucić pesto. Odpalam słoik i ładuję jego połowę na patelnię.
W powietrzu unosi się zapach bazylii - małe zamieszanie - i zmiejszenie gazu na jedynkę. trzeba zająć się wreszcie makaronem. Powiedziałbym odcedzić makaron - ale zbyt przypomina mi to odcedzić kartofelki co ma swoje dość hmmm skomplikowane znaczenie. Dobra. Knuję z makaronem.
I wrzucam na patelnię razem całą resztą towarzystwa podkręcając gaz na maksa.
Minuta mieszania i sru na talerz. Dodać należy parmezanu - znaczy startego sera żółtego - i danie gotowe. 12 minut, no może 13 i po zawodach. Dolewam nieco wina do kieliszka i przystępuję do konsumpcji.
W tym momencie czuję się mistrzem świata i wszechgalaktyk. Jednak w Vapiano chyba robią to minimalnie lepiej. Może to przez orzeszki piniowe? cholera ich wie. Mimo wszystko domowa wersja jest miodna. A im więcej wina wypitego jest w trakcji przygotowywania - tym miodna jest bardziej.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|