Dywagacje okołokonsumpcyjne.
Blog > Komentarze do wpisu
OMG! Part II - Owoce. Oraz Morza.

W zasadzie to cały patent z gotowaniem polega na tym, aby napierniczać multitasking w czasie gdy przygotowuje się ten element dania, który robi się najdłużej. No dobra powiem inaczej. Zostać należy mistrzem patelni w czasie gdy gotuje się ryż lub makaron lub ziemniaki lub whatever.

Dzisiaj zaserwowałem sobie krewetki z ryżem (z curry) i nie tylko. Brzmi prosto. I oczywiście jest proste jak budowa niedźwiedzia polarnego. Ryż mam dwunastominutowy więc zakładam, że proces przygotowania posiłku potrwa również 12 minut. Zacznijmy od składników.

dom tiger skladniki

Składnik podstawowy to białe wino. Tym razem trafiło na portugalskie, półwytrawne. Pozostałe elementy, nieco mniej ważne to:

- 9 sztuk krewetek tygrysich

- jakieś 250 gramów małż

- 2 ząbki czosnku

- ryż

- tajny składnik2

(Tajny składnik1 jest w poprzedniej notce)

Następuje szybki wrzut ryżu do gotującej się wody. W tym samym czasie kałek masła ląduje na patelni - zaraz za nim czosnek. Czosnek jest czymś absolutnie genialnym. Rzekłem.

dom tiger ryz

Gdy czosnek zacznie wyglądać jak człowiek - jest lekko przyrumieniony niczym panna z dobrego domu słysząc świński dowcip - wrzucamy mięcho w postaci małż i krewetek.

dom tiger duszenie

Owoce morza mają to do siebie, że wydalają z siebie sporo wody. I bardzo dobrze. Tu się gotuje a w międzyczasie jest chwila na łyk wina. Można pomieszać kontrolnie, żeby nie było nudno. Generalnie oczekiwać należy wyparowania wody. Gdy ta jest prawie w formie gazu - dorzucić należy tajny składnik1 - tandoori masala.

dom tiger tandoori

Oczywiście o soli i pieprzu nie wspominam. Oczywista oczywistość. Czynność mieszania. Mały gaz.

Czas zająć się ryżem. Ugotowany wrzucić należy do garnka z rozpuszczonym masłem. Do tego trochę curry.

dom tiger curry

I czerwonej papryki.

dom tiger papryka

Chwilę mieszam, żeby nabrało kolorku i sru - wszystko na talerz. I z patelni też.

dom tiger finito

Jest dobrze. Smacznie. Nie jest najtaniej ale warto. A poza tym zajebiście szybko się to wszystko przygotowuje. Jutro może zrobię sushi.

Znaczy zamówię.

piątek, 27 sierpnia 2010, pennepesto

Polecane wpisy

  • Dead Duck. Po chińsku.

    Mam cały czas awersję do śmierdzących chińskich knajp i plastykowych talerzyków, o sztućcach nie wspominając. Zapewne wynika to z nienajlepszych doświadczeń żoł

  • Cardhu. Whisky. Speyside rządzi.

    Z okazji spotkania rodzinnego tradycyjnie wystawiłem na pokład butelkę whisky. A nawet dwie. Wraz z moim Ojcem porównywaliśmy walory smakowe opisywanego już wcz

  • Penne Pesto. Klasyk po domowemu.

    Mieszkałem kiedyś rzut niewielkim oszczepem od restauracji Vapiano. Podają oni wzrocowe penne z sosem pesto o którym pisałem w jednej z wcześniejszych notek . T

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: macnow, *.ssp.dialog.net.pl
2010/08/31 18:44:10
Nie zabrakło też przypraw od sponsorów ;)