Dywagacje okołokonsumpcyjne.
Blog > Komentarze do wpisu
Gotycko-Industrialna Kolonia w Warszawie.

Uwielbiam jeździć na koncerty. Co roku zaliczam jakiś festiwal. Do niedawna obowiązkowym punktem w sierpniowym kalendarzu była Meraluna - gotycko-industrialny festiwal w Hildesheim pod Hannoverem. Jednak starość nie radość i z czasem wyjazdy uzależnione zostały od tego czy jest hotel w pobliżu w rozsądnej cenie czy nie i czy da się sensownie dojechać, a jeszcze lepiej dolecieć samolotem.

Trzy lata temu po raz pierwszy został zorganizowany festiwal w Kolonii. Pomysł ten przypadł mi do gustu, bo miasto znam doskonale ze względu na to, że w czasie studiów, co roku  zarabiałem tam dojcze marki przez 2 miesiące w roku. Teraz, dla odmiany, jeżdżę tam wydawać kasę w największym sklepie ze sprzętem muzycznym w Europie.

Amphi Festival (www.amphi-festival.de), bo tak nazywa sie ta impreza szybko została ochrzczona Festiwalem dla Emerytów. Faktem jest, że średnia wieku na gotycko-industrialnych koncertach znacznie się podwyższa z roku na rok i w Kolonii widać to doskonale. Całe rodziny z dziećmi w obowiązkowych czarnych autfitach, wielkie parasole przy scenie głównej uniemożliwiające zamoczenie się podczas deszczu, ograniczona liczba biletów, aby nie chodzić sobie po nogach podczas słuchania melodyjnego umpa umpa. (Jak już ktoś nadepnie - to 30 minut przeprasza). Zresztą, patrząc na tegoroczną setlistę to też nie ma się co dziwić bo kto kuma o co chodzi z gwiazdami festu: Fields Of The Nephilim, Laibach czy Front 242. Oni chyba są za mało emo, żeby przyciągnąć młodsze pokolenie. Ale, ale czas przejść do konsumpcji ...

Niedaleko terenów targowych, na których odbywa się Amphi Festival,  przypadkiem znalazłem włoską knajpę o nazwie Vapiano. Ujęła mnie swoim menu, wystrojem i nienadętą atmosferą. Mało się więc nie posikałem ze szczęścia, gdy okazało się, że to sieciówka, która również wchodzi do Polski. W zasadzie dostałem mikrozawału po wiadomości, że warszawskie Vapiano (www.vapiano.pl) znajduje się w odległości 3 przystanków autobusowych od mojego mieszkania - na rogu Taśmowej i Marynarskiej.

No coż, to kolejna knajpa w której bywam regularnie :) Praktycznie niczym nie różni się od swojego pierwowzoru z Kolonii - bardzo przestronne wnętrze, całość w jasnym drewnie, identyczne menu - i to nie tylko makarony i pizze ale także piwa i wina. Moim ulubionym daniem jest makaron Penne z sosem Pesto.

penne pesto

Uwielbiam w tej knajpie możliwość przypatrywania się w jaki sposób przygotowywane jest danie. Vapiano ma własną minimanufakturę w której wytwarzany jest bezjajeczny makaron. Dzięki technologii produkcji gotuje się on ok. 3 minut, co powoduje, że w momencie zamówienia kucharz wyjmuje olbrzymią patelnię i na poczekaniu przygotowuje sos. Po chwili gotowe danie, posypane parmezanem i udekorowane listkiem bazylii ląduje przed nosem gotowe do nachmiastowego wciągnięcia.

Dla mnie bomba :) Do tego obowiązkowa lampka wina. A najlepiej cała butelka - choć jednoosobowo może się to skończyć failem. Podawane w Vapiano południowo-afrykańskie chardonnay w litrowych butelkach jest złem w naturalnej postaci. Wchodzi jak w masło i znika z prędkością światła, czym doprowadza do błogostanu pijących - 13,5% robi swoje. W Kolonii kiedyś z kumplem zrobiliśmy takie 3. Było ciężko później. Poprawiliśmy w Warszawie po otwarciu Vapiano. Tym samym winem w tej samej ilości.

Na dowód fota - Kolonia vs. Warszawa.

Vapiano wino

Nieco finansów: Penne Pesto - 15,90zl plus lampka wina 10,90zl - razem 26,80zl. Litrowa butelka chardonnay, McGregor 69zl.

Pomimo, że Vapiano nie jest typową knajpą i między 12 a 15 to jedna z bardziej zapchanych lunchowni dla korpomisiów z okolic Domaniewskiej, warto wpaść tutaj wieczorem lub w weekend. To miłe i spokojne miejsce nadające się zarówno na spotkanie we dwoje, jak i w kilka osób. Mało tego - w weekendy zwykle jest osoba, która zajmie się dzieckiem jeżeli rodzice mają ochotę coś zjeść po spektakularnej sobotniej imprezie umilając sobie obiad lub kolację winem.

poniedziałek, 13 lipca 2009, pennepesto

Polecane wpisy

  • Dead Duck. Po chińsku.

    Mam cały czas awersję do śmierdzących chińskich knajp i plastykowych talerzyków, o sztućcach nie wspominając. Zapewne wynika to z nienajlepszych doświadczeń żoł

  • Cardhu. Whisky. Speyside rządzi.

    Z okazji spotkania rodzinnego tradycyjnie wystawiłem na pokład butelkę whisky. A nawet dwie. Wraz z moim Ojcem porównywaliśmy walory smakowe opisywanego już wcz

  • Na kaca po włosku.

    Nie lubię kaca. Tak, wiem że to żaden nius, żadne odkrycie i żaden bonus. Nikt nie lubi. Jednak każdy ma lub jest w trakcie nieustannych poszukiwań różnego na k

TrackBack
TrackBack URL wpisu: